eMakulatura

Wyspa łza; J. Bator

Wyd. Znak
2015
stron: 302

O co chodzi z tym jajkiem niespodzianką u Joanny Bator? Po pierwsze we wstępie mamy obiecankę (a jakże: cacankę) zagłębienia się w opowieść o kobietach, którym akurat dane było zaginąć. Padają konkretne nazwiska i deklaracje o próbie wyruszenia drogą jednej z bohaterek. Miejscem docelowym staje się Sri Lanka odzwierciedlona w tytule (wyspa ma bowiem faktycznie kształt łzy).

ale potem jest chaos
trochę przypadkowych bohaterów
i w zasadzie tylko opis podróży odbywanej przez Autorkę, dziennik doświadczeń oraz odczuć/spostrzeżeń.

Gubi się w tym wszystkim zaginięcie, o które przecież nie tak dawno jeszcze chodziło. Które stało się przyczynkiem dla całej podróży. Natomiast częściej niż wspominane we wstępie bohaterki spotykamy pozostawione w Cejlonie ślady Witkacego. W książce jest pełno porównań. Można powiedzieć, że ta powieść to jedno wielkie porównanie, które rozpoczyna się nomen omen już w tytule. Nic nie może być nazwane po męsku „czarne”, „białe”… wszystko musi być czarne jak coś, białe jak coś innego. Bator jest dla mnie mistrzynią w budowaniu zdań zdających się nie mieć końca, po lekturze których można zapomnieć co było na ich początku. Jak ona potrafi coś opisać… Można odnieść wrażenie, że cała opowieść jest nieistotna, a zasadniczo idzie o pokaz umiejętności językowych/pisarskich Autorki. Książkę można interpretować różnie… albowiem sedno rozmywa się jak kamfora. Ot przykład:

„Myślałam chaotycznie i, przyznajmy, bez najmniejszego pożytku dla zwierząt, które wokół szklanego domu wrzeszczały, ciamkały, wzdychały i parzyły się w gorącej ciemności, a nie oddzielała mnie już od nich nawet szyba, bo rozsunęłam wielkie okna, by moje ponad miarę wrażliwe ciało poczuło to wszystko na sobie; niech żrą je komary i muszki, niech wsiąka w nie zapach owoców drzewa bochenkowego, które spadają z łomotem i rozpryskują się na kamieniach w eksplozji srebrzyście lśniącego miąższu i śliskich pestek, niech chłonie swoimi porami zawodzenie mnichów ze świątyni na cyplu i by nie było zbyt ślicznie i egzotycznie, zwodzenie nagrane jest na płytę puszczaną na okrągło przez głośniki, tak że po kilku dniach człowiek ma ochotę wziąć śrutówkę, wycelować i rozwalić w drobiazgi ten świątynny sprzęt”.

TAK – to było j e d n o zdanie. Tak – można mieć ochotę wziąć śrutówkę…. 🙂 Ale taka jest ta książka.

Bator_WyspalzaI chociaż mnie urzekła ta forma (na co dzień odczuwam bowiem brak pięknego posługiwania się językiem, co bezspornie czyni Bator), ale gdzieś w tych wszystkich meandrach słów gubimy opowieść. W zasadzie to przestałam orientować się co jest fikcją, a co prawdą… czy w ogóle coś było prawdą..? A o zaginięciach bywało, że w ogóle zapominałam powodowana natłokiem obrazów rodem z dziennika podróży. Finalnie bardziej czuję, że przeczytałam książkę sensualną o smakowaniu Sri Lanki niż o czymkolwiek innym.

Doznania językowo-estetyczne są na bardzo wysokim poziomie. Aż dziw bierze, że te ciągnące się w nieskończoność okrężne treści nie męczyły mnie (nie należę do pasjonatów opisów przyrody; kiwająca się przez trzy strony trawa przyprawia mnie bardziej o mdłości niż zachwyt). Słowa sączą się z każdego zdania, oplatają człowieka jak gęste pnącze. Stają się równorzędnym partnerem dla treści… nie wiadomo co jest ważniejsze – treść czy forma. A jednak można się nimi delektować. Trochę nie bez podziwu dla wyobraźni i trochę również (już pod koniec książki) z takim przekonaniem, że de facto nie wiem czy ta historia nie wymknęła się… nie poszła swoim torem…

Niewątpliwie Autorka ma taki warsztat, który otacza człowieka porównaniami i bezkresnymi opisami o dość osobliwej naturze. Z ciekawości sięgnęłam również po Piaskową górę autorstwa Joanny Bator. Styl jest podobny, ale tu kończą się elementy tożsame. O piaskowej górze będzie kiedy indziej… ale warto zwrócić uwagę, iż szukając Autora piszącego inaczej, inaczej nazywającego i poniekąd przez swoje książki przenoszącego w inny wymiar, warto sięgnąć właśnie po Bator. Swój styl ma Murakami. Swój styl ma Keret i swój styl ma Bator. Ich książki mają dla mnie podobną aurę. Chociaż osiągają ją nieco innymi zabiegami literackimi.

Czy warto?
To jest bardzo nieoczywista książka, właśnie ze względu na formę. Jeżeli ktokolwiek z Was lubi zanurzyć się w lekkiej treści o niecodziennym kształcie, to tak. Jeżeli po książce oczekujecie opowieści, a nie snucia zawoalowanej historii – to zdecydowanie nie. Tu nie idzie o treść. Ona pozostaje gdzieś z tyłu… za mgłą.

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula