eMakulatura

Wariatka z Komańczy; M. Nurowska

Pamiętacie co pisałam o Nurowskiej przy okazji recenzji książki „Innego życia nie będzie”? (https://goo.gl/E7WHzN)

Możecie zapomnieć o tym, puścić wszystko w niepamięć… To se ne wrati, Co było a nie jest…
A na pewno nie w przypadku wariatki z Komańczy. Te dwie książki są od siebie tak odmienne, jakościowo dalekie i kompletnie niepodobne, że aż trudno uwierzyć, iż wyszły spod pióra tej samej osoby.
Nie dalej jak tydzień temu stałam w księgarni i pewnym ruchem ręki wrzucałam do koszyka książkę tylko dlatego, że napisała ją Nurowska. I tylko dlatego, że innego życia nie będzie okazało się wspaniałą ucztą. A tu łup. Spadłam z wyżyn w głęboki, czarny i bezkresny dół. Nijakości, ckliwości, płycizny intelektualnej i emocjonalnej. I tak siedzę teraz niemalże na bezdechu, a w głowie kołacze się pytanie: serio?? Wariatka

A teraz merytorycznie dlaczego wariatka z Komańczy to żart z czytelnika; i to w dodatku kiepski.

Ta książka jest niezrozumiała.
Po pierwsze: Zaczyna się jak opowiadanko dla nastolatki… przechodzi w opowiadanko dla dorosłych. Następnie przepoczwarza się w sensowniejszą opowieść dla dorosłych (ale jesteśmy już grubo za połową tejże) i równie zaskakująco rozbija się o skałę romansidła (wątek heroicznego oficera – błagam!). A kończy się jakby Autora nad ostatnimi zdaniami zastał dzwonek do drzwi, bo goście przyszli za wcześnie… szast prast – „bedzie”.

Po drugie: ani wątek, ani myśli, ani nawet konstrukcja głównego bohatera nie mogą wzbudzić sympatii tudzież szacunku czytelnika. „Główna” Marta jest niby niedostępna, niby zimna, niby taka wariatka (chociaż dla mnie ociera się po prostu bardziej o odludka)… artystka –  a tak naprawdę nic, tylko jak każda kobita jest poskładana z puzzli, które akurat Autorka złączyła <wg mnie> nieporadnie. Tytuł też na doczepkę – tytułowa Komańcza pojawia się realnie na moment… przeplata z Ukrainą… pachnie też trochę to wszystko Francją… nic, ale to nic nie cementuje bohaterki z Komańczą… zjawia się tam jako dorosła osoba na lat parę – a i o tym jest lekko i niewiążąco, bo przecież jej jest i Paryż, i Warszawa też była jej.

Mamy tu nieufną duszę – fakt.
Mamy zagorzałą miłośniczkę psów i zwierząt w ogóle – fakt.
Jest człowiek wycofany, trochę samotnik, trochę oportunista – fakt.
Malarka, odszczepieniec – j.w.

Ale wszystko jest płytkie. Jakby chciało się za dużo powiedzieć w tym samym momencie. Mówi jedno, robi drugie – ale nie ma wyjaśnienia dla takiego obrotu spraw. Autorka nie zagłębia się nad tymi dysonansami, nigdzie nie podjęto nawet najmniejszej próby ukazania prawidłowości określonych działań bohaterki. Wszystko zamyka się na płaszczyźnie: „nie wyjdę za ciebie ale w następnym zdaniu wsuwam pierścionek na palec”. Oczywiście można sobie dodać co i dlaczego – ale brak płynności w pewnych zachowaniach i powodowanych nimi zwrotach akcji efektuje tym, że mamy nagłe przeskoki z miejsca do miejsca. Jakby ktoś z Alzheimerem opowiadał historię życia i czasami odzyskiwał „świadomość”, czasami ją tracił – ale opowiadał tę samą fabułę cięgiem. Nie ma tu składnej opowieści, jest pośpiech i jej streszczenie. Momenty o wojnie na Ukrainie, fragmenty gdzie przenosimy się do historii powstania warszawskiego – to dawało szansę na stworzenie naprawdę sensownej książki. Te wątki są mądre, opowiedziano je z należytą atencją… a wszystko inne jest potraktowane po macoszemu. Wrzucony nagle wątek adopcji na odległość – urywa się i po nim… ehh

Gwoździem do trumny jest okładka… Nie zachodzi się z treścią nijak. Wszystko to jakieś takie naiwne, ckliwe, bez głębi i wiarygodnych emocji. Ślizgamy się po powierzchni. A były momenty, gdzie naprawdę odbijał się człowiek od tego dna nicości.

Nie ma tu przekazu, treści i żadnej historii opowiedzianej czytelnikowi.
Nie ma tu prawdy.
Jest wielkie rozczarowanie i mielizna intelektualna.

 

 

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula