eMakulatura

Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii;B. Lenard i P. Mikołajczak

Wyd. Otwarte
rok 2017
stron 256

Islandia kusi i wciąga swoim czarem i przyrodą sączącą się z każdego zakamarka jej powierzchni. Jest magnetyczna i hipnotyzuje ludzi na całym świecie. Z całą pewnością nie powiem o niej, że jest piękna. A nawet jeżeli – to jej piękno ma drugie dno i w przypadku Islandii jego znaczenie jest mniej oczywiste.

Wyspa ma powierzchnię równą 1/3 powierzchni Polski. Ale objeżdżając ją samochodem (najbardziej popularną trasą „golden circle”) mamy wrażenie, że zaskakuje swoimi rozmiarami. Jest większa niż się to wydawało planując trasę jeszcze w Rzeszowie. A jej krajobraz jest tylko pozornie jednolity. Zresztą cała wyspa wydaje się grą pozorów…
Najbardziej zamieszkane i jednocześnie najmniej urokliwe rejony to płaskie tereny Reykjaviku, Keflaviku i nieco bardziej urokliwego Selfossu (na marginesie: wodospad Selfoss położony jest zupełnie w innej części niż miasto o tej samej nawie; a mnie chodzi w tym fragmencie o południowe tereny, czyli o miejscowość właśnie). Lądujemy na księżycu.. Kamienie, gdzie nie sięgnąć wzrokiem tam jest płasko, w oddali majaczy nienachalna zieleń… zupełnie inaczej niż na zdjęciach, pocztówkach i blogach. Rozczarowanie. To pierwsze zderzenie z Islandią.

I to uczucie trwa przez dzień, może dwa… kiedy pnąc się krajową jedynką lekko w górę (z odbiciem w interior w stronę wodospadu Gulfoss, a potem już stricte wzdłuż linii brzegowej na zachodni półwysep do miejscowości Olafsvik) obrazy za oknem zmieniają się. Robi się faliście, górzyście i zielono.
w drodze5Zieleń na wyspie jest różnorodna… od traw i mchów po krajobrazy preriowe. Ale sączy się z niemalże każdego zakamarka… raz jest soczysta, kiedy indziej tchnie szarością. Nic nie jest tu jednoznaczne. Kamienie, mech, rachityczne drzewa… stada owiec, koni i krów… posiadłości przywodzące na myśl amerykańskie rancza… brak ziemi niczyjej… wszystko jest ogrodzone, wszystko ma swoich właścicieli. Majestatyczne fiordy zachodnie poprzecinane są przez linie wysokiego napięcia, których filary są częstsze niż rozsiane po wzgórzach domy. Jedziemy już półtorej godziny i za szybą samochodu pojawia się domek… gdzieś na wzgórzu. Przez kolejne półtorej godziny znowu tylko zieleń i wszędobylskie konie, owce i barany.

Po drodze nie ma sklepów, asfalt przenika się z szutrem, słońce toczy nieustającą wojnę z chmurami. Nad nimi wszystkimi króluje wiatr. W majestacie przyrody śpi spokój. Ale i on jest dziwny… jakby w stanie uśpienia a nie snu. Czuwa…

 

Mijane domy są różne… większość ma jednak zaniedbane fasady, czasami nie do końca wiadomo czy ktoś mieszka w tych odosobnionych murach. Ale nie brakuje też takich zabudowań, w których na pierwszy rzut oka widać, iż mieszka w nich wiatr, kruki i echo przeszłości. Pustostanów na wyspie jest sporo. Ale w rzeczywistości domy te (albo ich pozostałości) mają swoich właścicieli. Niby niechciane, ale gdy zaplanujesz kupić tę opuszczoną ziemię, nagle okazuje się, że jej cena to 8 milionów (pln). A pomiędzy „sprzedaję” a „chcę sprzedać” jest zasadnicza różnica 🙂

fiordy zachodnie

 

Miejscowości o które zahaczamy pokazują mi na dzień dobry kolejny znak zapytania. Wstępując do kawiarni na śniadania i przepyszną kawę kruszeje we mnie sloganowe przekonanie, że Islandia nie potrzebuje turystów. Wstępowaliśmy do miejsc, gdzie odnosiło się wrażenie, że jedynym sensem prowadzenia biznesu są właśnie turyści. A za każdym biznesem stoją rodziny. Tam naprawdę ma się świadomość, że bez zwiedzających byłoby ciężko. Miasta mają średnio od 100 do 300 mieszkańców. Te drugie to już Miasta przez wielkie „M”.

Wszystkie one są różne (mniejsze, większe; mniej lub bardziej zadbane; mniej lub bardziej pełniące rolę wakacyjnych odskoczni dla tubylców), ale ludzie wszędzie tak samo sympatyczni. Długie dni (w sierpniu noc trwa zaledwie około 3 godziny i nawet wtedy panuje jedynie półmrok) sprzyjają zwiedzaniu. Słońce rozgaszcza się w kraju, gdzie ponad pół roku panuje ciemność rozświetlona poświatą księżyca. Gdy zapytasz Islandczyka czy nie brakuje mu wtedy słońca, odpowie: nie. Ale gdy tylko delikatnie szturchniesz go w ramię – w mig dochodzi do sprzeczki…

Islandia to miejsce wymagające. Magiczne, trudne i zagadkowe. Przemierzając ten intrygujący kraj zadawałam sobie coraz to nowe pytania… o to jak żyją ci, którzy osiedlili się na całkowitym odludziu? Jak wygląda tu rok szkolny, robienie zakupów, rozwożenie poczty… jak ludzie poznają się, zakochują i co robią całymi dniami, kiedy skończy się pora sianokosów, a łąki i pastwiska opustoszeją od zwierząt? Jak to możliwe, że pracę znajdujesz tutaj w 15 minut, a szukanie mieszkania może trwać miesiącami? Na te pytania (a przynajmniej na niektóre z nich) przyniosła odpowiedź książka wspomniana w tytule dzisiejszego wpisu.

Wydaje Ci się, że opowiedziałam Ci wyspę?
Nic bardziej mylnego. Islandii nie da się opowiedzieć. Ją trzeba posmakować. Ale kilkunastodniowy pobyt na urlopie będzie jak ocenianie potrawy jedynie po lekturze menu. Tam trzeba być, mieszkać, zasypiać i budzić się. Na pewno jest to miejsce dla nielicznych. To dobre współrzędne dla tych, którzy lubią przyrodę i spokój… tyle tylko, że na Islandii wcale nie tak trudno pragnąć miasta. Miłość dla tej wyspy musi dojrzeć; i tego samego wymaga od człowieka. Dojrzałości. Tam nie ma miejsca na wahania i niepewność. Albo, albo. To bardzo trudna miłość.
z samochodu4

MB.

 

P.S.
Polecam książkę zwłaszcza tym, którzy odwiedzili wyspę. Nabiera ona zupełnie innego wydźwięku.

 

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula