eMakulatura

„A żaby grały mi do snu”; M. Zoll-Czarnecka*

[SZTUKATER.pl]

* Opracowała i komentarzami opatrzyła Patrycja Cicha.

Na 154 stronach Pani Maria Zoll-Czarnecka opowiedziała losy nie tylko swoje i swojej rodziny, ale także (w wąskim lecz satysfakcjonującym zakresie) losy jej męża, Zbigniewa Czarneckiego. I jakkolwiek 154 strony w przypadku książki, to nie jest liczba, którą można określić jako sporą, to okazała się w zupełności wystarczająca, aby pomieścić całe życie kilku pokoleń. A życie owo miało swoje zawirowania; wpierw spokój dnia codziennego przerwała wojna, a potem nastała komuna.

Lektura książki owocuje przekonaniem, iż Pani Zoll-Czarnecka była doskonałą opowiadaczką i człowiekiem niezwykle elokwentnym (to drugie akurat ze sfery domniemania można śmiało przekuć w pewność). Bardzo barwna postać, bardzo nietuzinkowa. Zdecydowanie zapadająca w pamięć. A tej ostatniej można Pani Zoll-Czarneckiej pozazdrościć.

Sama o sobie wielokrotnie mówiła, że była dzieckiem niezwykle krnąbrnym i bardzo pomysłowym. Nie raz, nie dwa wpadała przez to w mniejsze lub większe kłopoty. Ale zawsze udawało się znaleźć rozwiązanie. I o tym optymizmie życiowym jest tutaj czasami wprost, a czasami między wierszami. Ale, pomimo wielu brutalnych doświadczeń, zachowała pogodę ducha. I tę wielką radość życia, energię i gotowość do działania chłonie się wręcz w stopniu bardzo w opowieści Pani Zoll – Czarneckiej.

Książka jest mocno nasycona nie tylko wydarzeniami historycznymi, ale także doświadczaniem życia, kształtowaniem się Bohaterki oraz refleksjami dotyczącymi całkowitego przewartościowania świata i zmian zachodzących w coraz młodszych pokoleniach. Umiejętność znajdywania radości w czasach okrutnych, w czasach trudnych, to cecha, która wydaje się cnotą z przeszłości. Dzisiejsze oczekiwania od życia mocno kontrastują z latami minionymi, które, chociaż ubogie i szare, rozbłyskały chwilami szczęścia skrytymi w rzeczach małych. A przecież życie składa się właśnie z drobiazgów. zoll

Na pewno nie jest to książka, którą określiłabym pełną ciepła. Jest pełna optymizmu, ale bardzo realna w ocenach. Twardo stąpamy tu po ziemi, często nasiąkniętej krwią najbliższych, przyjaciół.

Tylko dwóch rzeczy zabrakło mi w całej książce. Publikacja pełna jest przypisów objaśniających kto jest kim dla kogo. Równie sporo jest w całej treści powtarzalności poszczególnych osób, które ponownie opatrywane są przypisami dolnymi objaśniającymi ich szczegółowe personalia. Niby nic w tym złego, a wręcz przeciwnie, dobrze wiedzieć o kim mowa. Tymczasem, pierwsza część (dosłownie kilkanaście kartek) zawiera całą mnogość nazwisk z rozszerzeniem o pokrewieństwo. Ponieważ czytelnik siłą rzeczy chce zapamiętać owe konotacje, wytęża umysł, żeby nie zgłupieć od nazwisk i ich powiązań. Ten wysiłek trzeba spotęgować o lekturę dość obszernych początkowo przypisów… można się zaplątać. Bardzo trafnym (wg mnie) zabiegiem byłoby dodanie do książki drzewa genealogicznego z krótkimi objaśnieniami. Ale to mocno subiektywna uwaga. Po początkowych trudach lektury robi się znośniej i grę bierze opis wydarzeń, w których postaci pojawiają się bardziej w sposób jednostkowy. Drugi ewentualny zgrzyt odnotowałam w pewnych przeplatankach tych samych miejsc w różnych fragmentach książki. Uwierało mnie to o tyle, że oczekiwałabym, iż jeżeli dany fragment książki jest o pobycie rodziny w jednym miejscu, np. Opypy nad rzeką Pisią, to wszystko dedykowane tej wsi zostanie omówione w tym jednym konkretnym fragmencie. Tymczasem owe Opypy nas rzeką Pisią pojawiają się jeszcze kilka razy z nieco innej perspektywy i przez to opowieść nie ma linearnego charakteru, a przypomina bardziej warkocz. Poza tym, do książki nie mam żadnych zarzutów.

Tym z Was, którzy liczą na to, że podczytają co nieco o Prof. Andrzeju Zollu, rozczaruję Was. Albo może raczej uprzedzę. Profesor Zoll urodził się w 1942 roku, a całe jego rodzeństwo to byli już prawie dorośli ludzie (bliżej im było do dwudziestego roku życia). Z tego powodu, siłą rzeczy, wzmianek o Profesorze jest tylko kilka i tak naprawdę są one nieznaczące. Tylko jedno udaje się dowiedzieć, co jest powszechnie raczej nieznanym faktem. Chodzi o miejsce urodzenia Profesora, które wszędzie widnieje jako Sieniawa, a które… no właśnie 🙂 Próbowałam wprowadzić prawidłową informację do Wikipedii, ale wygląda na to, że odrzucili ową zmianę. Szkoda. Byłaby to prawdziwa notka, a tak to jest jak jest.

Ocena prasowa książki: 5.

Wyd. Poligraf
2018
Stron:160

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula