eMakulatura

Piękno z pól i łąk; K. Enerlich

[SZTUKATER.pl]

Wydawnictwo MG
Stron 208
Rok: 2018

            Oczywiście i popieram, i zachęcam do życia w zgodzie z naturą – natomiast trzeba postawić (nie)jedno „ale” przy książce Katarzyny Enerlich. Wcale nie trzeba uciekać się do mąki, jabłka i cytryny (na ten przykład), żeby mieć gwarancję jedynie słusznego i naturalnego preparatu do ciała. Są na rynku firmy, które oferują nie tylko kosmetyki naturalne, ale również dedykowane weganom, a nade wszystko np. nietestowane na zwierzętach. Tych producentów trzeba na ten przykład pochwalić, albowiem całkowita rezygnacja z testowania na zwierzętach wiąże się również z wykluczeniem swoich produktów z rynku chińskiego, gdzie takowe testy są wręcz obowiązkowe. Nie jest również tak, pomimo tego, co twierdzi Autorka, że jak sobie sam człowiek nie zrobi, to zdrowo nie będzie. Enerlich pisze na stronie 19, że gotowe oliwki ze sklepu, również te dedykowane dzieciom, mają w składzie chemię  (przywoływane przez Autorkę INCI, to nic innego jak International Nomenclature of Cosmetic Ingredients). No i tutaj się nie do końca zgodzę, bo może warto byłoby ukłonić się w stronę kosmetyków naturalnych, które owej chemii nie posiadają. Owszem – są droższe od tych „standardowych”, czyli chemicznych, ale mimo wszystko są. Chociaż na upartego, na promocjach można je kupić za pieniądze mniejsze niż to co oferują koncerny. Natomiast zgodzę się z tym, że to co proponuje Enerlich, to  bardziej świadomy i kreatywniejszy  sposób na tzw. dojście do naturalnych kosmetyków. Uważniejszy, ale nie jedyny, a już na pewno nie jedyny słuszny. Szczęśliwie można wybrać pomiędzy samodzielnym wykonaniem takich kosmetyków a kupnem ich gotowych substytutów. Dlaczego piszę, że szczęśliwie? Ano dlatego, że jak się zagłębimy w temat, to okaże się, że często taniej jest kupić taki naturalny kosmetyk, albowiem składniki na jego domowego avatara również są w cenie. Sorry, taki mamy trend.

         Druga kwestia (a może już trzecia?) jest taka, że Pani Enerlich mieszka na Mazurach – otoczona łąkami i polami obfitującymi w dobrodziejstwa „boże”. O produkty naturalne, nieskażone miejskim syfem (pardon! powietrzem) jest Jej po prostu łatwiej. To żaden zarzut – może trochę nutka zazdrości – ale w mieście Rzeszowie – gdzie powstała ta recenzja – żeby znaleźć łąkę/pole niczyje (bo w szkodę nikomu wchodzić nie zamierzam), a na dodatek obfitujące w coś innego niż perz i mniszek lekarski jest już dużo trudniej. Można, ale wymaga to i czasu, i cierpliwości, i poszerzenia pola poszukiwań do być może większej liczby kilometrów. Pisząca te słowa akurat naturalnymi kosmetykami się interesuje, myśli również o tym co wkłada do żołądka – dlatego wiem, że nie jest to takie proste upolować produkty nieskażone wydechem rur samochodowych.

    Zabrakło mi w książce również pewnych wskazówek dla osób, które są wegańskie/wegetariańskie… Ot chociażby przepis na stronie 152 („laminowanie włosów żelatyną”) mógłby być wieloaspektowy w bardzo prozaiczny sposób. Żelatyna jest produktem odzwierzęcym… żaden świadomy wegetarianin, a tym bardziej już weganin (czyli osoby, które częściej niż inni zważają na to co jedzą i czym się myją/smarują) nie posiada w swoich zasobach spiżarniowych żelatyny. Ale łatwo jest ją zastąpić pektyną lub mniej popularnym agarem. A takich smaczków w przepisach zabrakło. Chociaż oczywiście rozumiem i mam na uwadze, że nie jest to książka wegańska.

            Przedostatnia kwestia dotyczy czasu… proponowane kuracje wymagają go wiele. Nie jest łatwe najpierw skompletowanie wszystkich składników (zasadniczo bez przeszukania internetu będzie to niemożliwe), a po drugie potem trzeba odczynić wszystkie egzorcyzmy związane z łączeniem ich ze sobą. Poza tym – jeżeli Autorka pisze, że laminowanie włosów żelatyną kosztuje tyle co żelatyna – a następnie w przepisie wspomina: dodaj olej (lniany, migdałowy lub kokosowy) … to złośliwie wytknę, że podany koszt laminatu(?) jest nierzetelny.ke

A teraz pozytywy:
Pięknie wydana książka… urzekło mnie to, że nie jest na papierze kredowym, tylko zwykłym – nieco poszarzałym. Zdjęcia są idealnie wykonane – naturalne, atawistyczne…

Wszystko co proponuje Autorka jest i ważne, i istotne – jeżeli chcemy być świadomymi tworami tego świata. Ale wymaga wiedzy (to akurat jest do zrobienia), czasu (nie każdy z nas go ma na tyle, żeby niczym Irena Eris kręcić kremy w kuchennym zaciszu) i możliwości (kawałek ogródka, bezpańska łąka z daleka od drogi… już trudniej). Zgodzę się natomiast z tym, że warto przygodę zacząć powoli – od proponowanej przez Autorkę książki: Zamień chemię na jedzenie. Książka doskonała – warta zdecydowanie lektury z tym zastrzeżeniem, że może się odechcieć jeść na kilka dni. Takie niskobudżetowe wczasy odchudzające. Ale pozostańmy w temacie K. Enerlich…
Jednym słowem książka warta uwagi, ale dla osób zaawansowanych w sztuce uciekania od tego czym zioną sklepowe półki. Zasadniczo „klu” tej książki ukryte jest we wprowadzeniu… wszystko się da, tylko małymi krokami. Próba zmiany stylu życia i myślenia akurat na podstawie tej książki – może być zbyt trudna na początek. Ale warto rozważyć ją po przejściu na wyższy poziom.

A już zupełnie na koniec: bardzo chętnie poczytałabym o przepisach kulinarnych Pani Enerlich. Albowiem podglądnęłam na FB wpis o koktajlu z botwinki, banana i kakao… i rozniecił się mój apetyt – ten literacki i ten dosłowny.

Ocena prasowa: 4.

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula