eMakulatura

„Najgłębsze Południe. Opowieści z Natchez, Missisipi”; R. Grant

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że po dziś dzień są na świecie ludzie, którzy kultywują zło. To może wydawać się straszne, bo na swój sposób oznacza pogodzenie się z tym, że zawsze ktoś na ziemi będzie próbował decydować o tym, co wolno i czego nie wolno innym. W mentalności niektórych ludzi inność nigdy nie przestanie być stygmatem.

Siedem lat po lekturze tamtej książki ukazuje się „Najgłębsze Południe (…)”. Książka, której Autor mierzy się z konfliktami na tle rasowym z nieco innej perspektywy, próbując dotrzeć do źródła, z których nie tylko wyrosły, ale z których również czerpią energię. W swoich poszukiwaniach raczy nas dwiema, przeplatającymi się opowieściami: jedna z nich jest historią Abd al-Rahman’a Ibrahima, który w XIX wieku zostaje sprzedany do niewoli, druga zaś to współczesna podróż Autora po meandrach południowego świata, który – jak się okazuje – tylko pozornie osadzony jest w czasach współczesnych.

„Tradycyjnymi metodami radzenia sobie z (…) presją są wyparcie i obłuda. Biali południowcy odrzucają fakty i tworzą wygodne mitologie. Winią obcych. Winią „Murzynów”. Szukają ocalenia i niewinności w religii lub ukojenia i zapomnienia w butelce whisky. Wszystkie te metody skutkują wypaczaniem rzeczywistości i w niewielkim stopniu łagodzą napięcie, które znajduje wyraz zarówno w twórczości artystycznej – Missisipi, w przeliczeniu na jednego mieszkańca, wydała więcej wspaniałych pisarzy i muzyków niż jakikolwiek inny stan Ameryki – jak i w awariach psychicznych bezpieczników i nieobliczalnym zachowaniu. Brzemię historii jest tym cięższe, że południowcy nie są zdolni do mentalnych wygibasów, które z taką łatwością przychodzą Amerykanom z Los Angeles. Nie potrafią zapomnieć o przeszłości ani udawać, że historia nie ma znaczenia. Nie wierzą, że można z czystym kontem zacząć od nowa. William Faulkner napisał w 1951 roku, że na Południu „przeszłość nigdy nie umiera, właściwie nawet nie jest przeszłością”. Napisał również, że południowcy nie studiują swojej historii, oni ją chłoną. Sącząc wino na cmentarzu, Kerry Dicks powiedziała coś podobnego: – Kłopot z Natchez polega na tym, że zmarli nie są całkiem martwi i zwyczajnie nie dają nam żyć. Wciąż się tutaj kręcą. Domagają się miejsca przy stole. Nie znoszą być ignorowani, więc musimy ciągle o nich rozmawiać. Najgorsze, że nie przestają nas oceniać. Nie wierzę w duchy, ale fizycznie czuję, kiedy nieżyjący przodkowie są ze mnie niezadowoleni. Jak to ujęła, Natchez jest pożerane przez swoją przeszłość. – Wskrzesiliśmy naszą historię, żeby na niej zarabiać, ale ona jest silniejsza od nas. To tak, jakbyśmy wskrzesili potwora, który wydostał się z klatki. Czasem myślę, że nic już się nie zmieni, ponieważ tutaj rządzą trupy” (str. 159-160).

Czytając tę książkę z jednej strony – w naturalny sposób – współczuje się Ibrahimie. Ale z drugiej kołacze nieodparte wrażenie, że swoistym chichotem losu stało się jego położenie, w momencie, gdy został sprzedany. Musiał zmierzyć się z czymś, co jego nacja częściowo serowała reprezentantom innego rodu. Supremacją.

„Trudno przecenić pogardę arystokracji Fulanów dla pracy fizycznej. Nie znają bardziej poniżającego zajęcia niż rolnictwo, upokarzająca harówka zarezerwowana dla prostych Dżalonków. Kiedy Foster każe Ibrahimie znosić z pola świeżo ścięte liście tytoniu, ten odmawia. Foster wyciąga bicz, który powinien rozwiązać problem, ale chłosta tylko wzmaga gniew Ibrahimy i utwierdza go w odmowie wykonywania hańbiącej pracy. Dwóch młodych mężczyzn znajduje się w ostrym, trudnym do rozwiązania konflikcie” (str. 46).

I pewnie narażę się miłośnikom serialu Downton Abbey (który do pewnego momentu sama absolutnie chłonęłam wielbiąc kino z epoki; chociaż gorsety lubię tylko te spodnie i wyłącznie na ekranie), ale jest w zamożnych ludziach obrzydliwa próżniaczość, która mnie mierzi. Tak jak w ww. serialu owi państwo (jakkolwiek nawet i serdeczni wobec swoich pracowników) mitrężyli czas na bzdurach i dnie całe spędzali na niczym a porządnemu zięciowi skąpili swych welurowych sof w salonie wyłącznie z powodu jego niższego pochodzenia; tak i wielmożni znad rzeki Missisipi patrzą na świat przez wyblakłe klisze czasów ich świetności.

Próba rekonstrukcji dekad niewolnictwa jest nie tyleż absurdalna, co po prostu nikczemna, zła i godna wyłącznie pogardy i potępienia. Pamiętać o historii to jedno. Ale pielęgnować zło czynione przez lata, kazać potomkom niewolników wczuwać się w losy ich przodków, to inna historia. Takie rzeczy zostawiam reżyserom i pisarzom, a nie wyleniałym potentatom ziemskim. Jeżeli Afroamerykanin zechce mi opowiedzieć o tych czasach, to bardzo proszę. Ale ja mogę być tylko niemym słuchaczem tych historii. Tylko pokrzywdzeni mają prawo wybaczyć krzywdzącym. O wybaczeniu możemy mówić tylko wtedy, kiedy ofiara wybacza własną krzywdę.

Książka ma tylko 232 strony. To bardzo niewiele, żeby opisać wszystko, czego doświadczyli południowi Afroamerykanie. Niewiele nawet dla historii samego Natchez. Ale jest bardzo mięsista i nie pozostawia złudzeń. Autor wieńczy swoje dzieło następującą konstatacją:

„To miasto pochwyciło mnie i nie chciało wypuścić. (…) straciłem zainteresowanie innymi miejscami. Wydawały mi się nudne i przewidywalne. Wszystkie należały do tego samego „gdzieś indziej”, gdzie czas, jak powinien, płynie ku przyszłości, a zmarli spokojnie leżą w grobach” (str. 230).

To zakończenie jest dla mnie niewygodne. Sumarycznie, chociaż lektura jest bolesna i bywa nerwowo, bardzo dobrze, że powstała ta książka. Historia niesiona piórem Autora irytuje i targa nerwami czytelnika, ale jest potrzebna. Bo zło i głupotę ludzką trzeba obnażać. Trzeba trąbić wszem i wobec, że nie może się mylić bardziej ten, który uważa, że dyferencjacja ludzi ze względu na rasę to smutny powiew przeszłości. Nie. Do koloru skóry dołączyły inne kryteria pogardy wobec drugiego człowieka. Ale mnie w tym świecie, w którym rozgaszcza się Autor nic nie wciąga. Mnie te wartości, których nie podzielam, tęsknota, której nie rozumiem po prostu odpychają.

**Recenzja dostępna także na #fundacjatukultura

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula