eMakulatura

Na Kujawach tuż po zmierzchu; A. Sobczyk

[SZTUKATER.pl]

   Recenzowana książka jest po kilkoma względami niejednoznaczna. W tej niejednoznaczności ukryte są elementy, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Przeanalizuję je dwutorowo.

        Pierwszy aspekt tworzy łącznie kilka drobnych spraw. Po pierwsze tytuł. Książka ta mogłaby funkcjonować równie dobrze pod „szyldem” „Pewnego razu na Kujawach”, albo „Hokus pokus” (już bez Kujaw) i tytuł oddawałby tak samo sedno treści. Zatem nijak nie współgra on z opowiedzianą historią, nie jest ani odzwierciedleniem zawartości, ani nie ma w sobie elementu enigmatycznego, który książka ma za zadanie rozwiązać. Ot zgadzają się Kujawy. Po drugie narracja jest specyficzna. Dużo tu opisów, mało dialogów – ba! mało; praktycznie ich nie ma. Całość jest zatem swojego rodzaju opowieścią… ale snutą w taki sposób, jakby czytało się monolog. To z jednej strony powoduje, że książkę czyta się sprawnie, ale z drugiej cały czas drzemało we mnie oczekiwanie na coś więcej. Na wzbicie się ponad płynny słowotok… i teraz pytanie czyj. Poniekąd jest to monolog głównej bohaterki (którą wcale nie okazuje się zaginiona, ale jej koleżanka); a z drugiej strony czułam nieustającą obecność Autorki. I to jest chyba mój największy zarzut do książki… nie dała mi w żadnym momencie zapomnieć o Autorce i przenieść się w zakamarki opowieści. Jednym słowem tylko połowicznie byłam zagłębiona w tytułowych Kujawach. Na pewno oczekiwałam czegoś więcej. Trochę też miałam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie (a byłby to spory zwrot w tył) i wróciła do całej Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. Z tą różnicą, iż Musierowicz w sposób jawny definiuje swojego odbiorcę. U Sobczyk przez początkowe strony miałam trudność z określeniem do kogo Ona pisze. na-kujawach-tuz-po-zmierzchu-b-iext51427904

           Pozostaje jeszcze druga strona medalu. Autorka ma do powiedzenia coś ciekawego. Miałam takie wrażenie, że naprawdę mogłaby powstać (bardzo?) dobra książka jej pióra. Jest tu kilkanaście fragmentów ciekawych merytorycznie, ale pozostaje wrażenie, że zostały one jakoś wciśnięte w całość… Trochę zabito ich potencjał. Np. strona 56 i takie fragmenty: „Nigdzie nie można się ruszyć, żeby nie natknąć się na jakąś atrakcję. (…) A na Krakowskim Przedmieściu na ławce nie można usiąść, żeby nie zaczęło grać. Ludzie siadają, spod tyłków zaczyna im się wydobywać muzyka i cali happy, że Chopinem pierdzą. (…)” Lub ten (również strona 56): ” I zapychają sobie ludzie na potęgę tę pustkę symulakrami oraz tonami jedzenia, które jednak nie może być zwykłym jedzeniem, tylko musi nazywać się malinowy poemat (…), bo sprzedawcy tego całego asortymentu już nie wiedzą, jak zrobić, żeby ludzie poczuli, że są kimś lepszym, niż są (…)”. Doskonałe ujęcie współczesnej rzeczywistości. Jest też odniesienie do multi-kulti, które przecież funkcjonowało u nas przed wojną, gdy na tych samych ziemiach, miedza w miedzę żyli ze sobą Żydzi, Tatarzy i Polacy. Można było? Można. A, że potem przyszła wojna i zweryfikowała ludzkie charaktery? Jak to napisała kiedyś Szymborska „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” – każdy w nas ma jakiś własny avatar, z którego dumny być nie może.

        Opowieść ma potencjał. Nie wiedzieć czemu została spłycona i potraktowana bardzo lekko… stając się raczej opowiastką. I nawet to można wybaczyć (nie każdy chce pisać ostro, mocno i śmiertelnie poważnie), ale akcja toczy się, toczy, poszukiwania trwają, już nawet zmierzają ku końcowi. I jakby nie było pomysłu na to jak z tego „ku końca” przejść do finału. Z braku laku nagle, niczym królik z kapelusza, wyskakuje rozwiązanie sprawy. Ot tak po prostu. „Kończ waść…” – no i skończył.

     Wszystko powyższe traktuję w kategorii niedociągnięć… No ale jakby nie patrząc biorą one górę nad całościową oceną książki.

A ta wynosi 3.

Bo i było mądrze, i bywało zabawnie (str. 87) i też o czymś (rozdział 24 dedykowany przedwojennej Nieszawie). Ale takie to wszystko niezgrabnie pozszywane i na dodatek z rozdarciem na łokciu (mam tu na myśli zakończenie).

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula