eMakulatura

Misja helikopter; S. Moro

[SZTUKATER.pl]

        Tym, którzy interesują się górami, nawet najbardziej amatorsko, Smone’a Moro nie trzeba przedstawiać. Dla tych, którzy o górach nie wiedzą nic, ale interesują się awiacją – nazwisko Autora też powinno być znajome. A dla tych, którzy nie gustują ani w górach, ani w lataniu, wystarczyć powinno, że Simone Moro to Włoch, który jest uznawany obecnie za jednego z najlepszych (niektórzy mówią, że najlepszego) himalaistów świata. Dorobek Moro zaiste robi wrażenie, ale jest jeszcze druga strona medalu w jego aktywności w górach – ratownictwo lotnicze. I o tym jest właśnie ta książka. Stanowi ona dokładną mapę działań, które po pierwsze przyczyniły się do, po drugie prowadziły do, a po trzecie przełożyły się – jak wynika z książki – na poprawę dostępności do ratownictwa w wysokich górach.

            Książka jest dokładnym (krok po kroku) „grafikiem” przedsięwzięć, które musiał podjąć Autor, żeby zrealizować swoje marzenie. Marzeniemisja-helikopter dwutorowe, albowiem po pierwsze chciał latać śmigłowcami (tutaj zastrzeżenie do tytułu, ponieważ polski odpowiednik zagranicznego helikopter, to śmigłowiec), a po drugie chciał nimi latać w górach wysokich i docierać w ten sposób do wspinaczy, himalaistów, którzy potrzebują ratunku natychmiastowego (chociaż w takich warunkach natychmiastowość to pojęcie względne, co również opisuje Autor). Niemniej jednak przez cały czas przeplata się w książce także wątek aktywności górskiej Moro. Tym samym książka nie jest jedynie raportem z działań, które Moro podjął, żeby latać w Himalaje, ale jest relacją z tego okresu w jego życiu. Z tego powodu jest tu i o górach, i o lataniu, i o rodzinie oraz przyjaciołach. To jest na pewno wartość dodana tej książki, ponieważ pozwala poznać nie tylko samego Autora, ale również didaskalia podjętych przez niego działań.

            Mam dużo uznania dla Moro, ale mam też trochę „ale” po lekturze tej książki. Po pierwsze w żaden sposób nie można podważyć autorytetu Moro. Nazywając rzeczy po imieniu należałoby powiedzieć, że zjadł zęby na tej pracy i wie co w trawie piszczy. Nie można podważyć wiarygodności oraz merytoryczności tej książki. A już na pewno nie, gdy nie złamało się progu 3000 w górach. Nawet pomimo tego, że miał w swoim życiu epizod z przekłamaniem w kwestii zdobycia Lhotse w 1994 roku. Bije od niego pragmatyzm, ma dużo racji w wielu kwestiach (zwłaszcza tam, gdzie odnosi sie do absurdalnego formalizowania spraw, które mogłyby być łatwe, gdyby nie machina biurokratyczna). Ma też rację tam, gdzie pisze, iż nigdy nie należy determinować swoich działań oraz określać granic swoim marzeniom bazując na opinii innych. Albowiem rzadko kiedy ci inni życzą nam – jeżeli nie dobrze, to przynajmniej powodzenia, a po drugie z zazdrością/zawiścią ludzką wygrać trudno. Dlatego z psychologicznego punktu widzenia książka ta jest wartościowa. Pokazuje bowiem człowieka, którego naprawdę trudno złamać. Inna sprawa, że to nie jest tylko kwestia doświadczenia Moro (chociaż jego górskie zaplecze na pewno wzmocniło go w wielu kwestiach), ale ma genetycznie uwarunkowaną mocną konstrukcję psychiczną, którą można porównać z pracowitością mrówki i uporem osła w jednym. Przekłada się to oczywiście na jego sukcesy zawodowe.

            Natomiast jest jeden aspekt książki, który potrafi czytelnika zmęczyć. Przy całym uznaniu dla Autora (tutaj nie ma w ogóle z czym dyskutować). Przy całym aplauzie dla jego dokonań w górach i powietrzu, człowieka należy oceniać po jego czynach nie słowach. To w zupełności wystarczy do stworzenia obiektywnego portretu jednostki. I zbędne są podkreślenia wspaniałości dokonań wspaniałych, albowiem takimi one po prostu są. A tutaj mamy dużo czynów (brawo!) i jeszcze więcej chełpliwych słów do nich. I do tych drugich mam „ale”. Jeżeli wiem, że jako pierwszy człowiek na świecie zdobył zimą cztery ośmiotysięczniki (Kukuczka ma na swoim koncie trzy zimowe wejścia na 8000 m. n. p. m.), jeżeli wiem, że podczas jednego z wejść zrezygnował ze zdobycia góry, żeby ratować życie innego wspinacza – i nawet jeżeli jest to zupełnie zasłużenie opisane w tej książce, to czy naprawdę potrzebne jest podkreślanie tego, że jest się jedynym w swoim rodzaju. Niestrudzonym. Niezłomnym. Wyjątkowym i naj ? Cytat – jeden z dziesiątków : „(…) Tam postanowiłem podarować tragarzom cały dzień odpoczynku. (…) Kupiłem cztery bestie [kozy – przyp.] i rozdałem mięso członkom karawany. Zjedli ze smakiem, a potem przetańczyli całą noc. Następnego dnia grali w krykieta czy coś w rodzaju hokeja na trawie. Bawili się jak szaleni i byli wdzięczni za nieoczekiwany podarunek”. W to, że podarował kozy wierzę. Ale w rozdawanie mięsa już mniej. Czy naprawdę stał, kroił i dzielił? No właśnie. A wszędzie z tej książki, z każdej jej strony bije narcystyczny obraz Moro. Jego wspaniałomyślność, nieomylność i jedyne słuszne rozumowanie świata. Tak, w wielu kwestiach ma rację. Ale też w wielu brak mu skromności i pokory. Poza dwustoma stronami opowieści o podjęciu się trudnego, mozolnego i wymagającego odporności psychicznej przedsięwzięcia, mamy też dwieście stron obrazu Supermana. Moro stawia się tutaj w roli Don Kichota walczącego z wiatrakiem – machiną przeszkód wszelkiego rodzaju. Słowami, które sam wybiera dla opisania siebie (toż to książka jego autorstwa) buduje sobie pomnik za życia.

             Książka jest ciekawa. Natomiast na jej lekturę zdobyłabym się tylko raz. Dokonując oceny trudno jest mi oddzielić walor dodany (opisy z wypraw pieszych i powietrznych) od wszędobylskiego ego Autora. Dlatego, po dłuższym zastanowieniu oceniam tę książkę na 4 (w skali 6-stopniowej). Nieco naciągane, ale jednak.

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula