eMakulatura

Miłość; I. Karpowicz

Wydawnictwo Literackie
2017
stron: 292

         Przepiękna okładka, za którą kapelusz z głowy w stronę Przemysława Dębowskiego. Widać, że robił co mógł, aby uratować tę miłość. Aby czytelnik odwzajemnił to uczucie trudne i wymagające. Bo taka jest książka. Wymaga od czytelnika – najwięcej zaś dobrej woli i cierpliwości.Karpowicz_Milosc_m

Otrzymujemy kilka historii, które z jednej strony wiążą się z tematem przewodnim, ale co do całości są tylko pozornie ze sobą złączone. I nie udało mi się rozgryźć celowości zabiegu powtarzania imion poszczególnych bohaterów w kolejnych roz- i podrozdziałach. Nie jest to żaden łącznik dla opowiadanych wątków. Po co zatem? Nie wiem. De facto wzmiankowanych zależności w opowiedzianych historiach nie ma – poza jednym wątkiem, który jest tak naprawdę motywem przewodnim. Za to należą się brawa. Karpowicz chce pokazać czytelnikowi, że miłość może mieć niejedno oblicze. A inna miłość nie znaczy gorsza. Tytułowa miłość jest drogą do własnego ja… do prawdy o sobie. Ale jest to droga wyboista i nie bez potknięć.

Pierwsza część wprowadza nas w świat odległy, w inny język – trąca archaizmem i albo się to czytelnikowi spodoba, albo padnie po kilku stronach. Mnie ta forma urzekła… ale w pewnym momencie przestała być zaletą, a stała się nieznośną manierą. Dużo jest tu zabawy językiem. Za dużo. Piękne zwroty, wspaniałe opisy – są zaprawdę inteligentne, wymyślne i przy tym mocno zabawne, ale jest jedna złota recepta we wszystkim: umiar. A w pewnym momencie towarzyszyło mi uczucie, że Autor popłynął na tratwie alternatywności na morze głębokie i wzburzone.

Przykłady:

„Anna pomyślała, że zaraz ją zemdli od tych uprzejmości powitalnych i nie zdoła zjeść jabłecznika, kuszącego od upieczenia, gdyż udał się jak rzadko: wyrośnięty i bogaty” (s.16). Ciasto opisano unikając mocno zużytych odniesień do zrumienienia i zapachu. Potrafię sobie ten Karpowiczowski jabłecznik wyobrazić i jawi się on bardzo smakowicie.

Ale dalej…

„Annę poderwała z łoża jakaś tęsknica (myślę sobie: dobre) Korony drzew zdawały się unurzane w śmietanie, świerkowe szpice oprószone cukrem pudrem, a dalej zaczynała się lukrowa linia rzeki: (s.17)  – jak dla mnie trąca skeczem kabaretu OTTO i słynnym „i zasmażka”.

Nie bawiąc się już więcej w cytaty,  jest następnie i o glazurze skóry, i o świetle miesięcznicy. Coś co było początkowo intrygujące i zabawne; co było inteligentne i bardzo obrazowe zaczęło być manierą nużącą i irytującą. Albowiem wszystko ukazane jest tu właśnie tak: na siłę inaczej. Tych opisów ujętych w osobliwą formę stał się po prostu nadmiar. Zaczęły górować nad treścią. Jakbym brała udział w pokazie kraso-pisarskim, z różnym efektem tych popisów.

Dalsze fragmenty książki są już zamknięte w narrację współczesną. I tutaj też są inteligentne zwroty, ciekawe zabawy formą i językiem, ale jest tego zdecydowanie mniej. Umiar pozwala wyłuskać opowieść. Ale coś dalej zgrzyta w tym wszystkim. Opowieści się rozmywają.

Niewątpliwie Karpowicz poprzez tytułową miłość ukazuje drogę jaką przebywają  bohaterowie w głąb siebie, a potem w stronę uczucia, które zaskakuje ich trajektorią… otóż mężczyzna do mężczyzny. Można? Jak można!?! Ano można. Udało się pokazać Autorowi, że i dla samych zainteresowanych to jest zaskoczenie taka ich „przypadłość” w mocno heterogenicznym świecie. Wszystko to zamknięte jest w nieśmiałych podrygach, krokach czynionych po omacku, w przełamywaniu własnej prawdy. Wymowne są podziękowania Autora: „(…) Gdybyśmy się nie spotkali, nigdy nie zrozumiałbym, że dobro, prawda i piękno biorą swój początek w miłości” (s.290).  Korespondują z okładkowym fragmentem o trzydziestoletnim kłamstwie. Mamy zatem namacalny dowód potrzeby coming out’u Autora.
Opowiedział on o sobie, w ogóle o sobie nie wspominając. Dopiero te podziękowania i okładka spinają całość. Dodatkowo podoba mi się alternatywna koncepcja na tę prawdę. Jest tu skryta głębia drzemiąca w duszy każdego z bohaterów… są dylematy i próby odpierania prawdy… Za tą pokraczną formą kryją się wartości ważne i autentyczne.
Ale trzeba bardzo chcieć tę książkę doczytać do końca… trzeba unieść wzrok ponad horyzont, żeby zobaczyć esencję tych historii. Albowiem one same – historie w sensie – są niesztampowe, żeby nie powiedzieć dziwne. A w rezultacie całe ww. clou wymyka się właśnie tym dziwacznym opowieściom, pokracznym bohaterom i wątkom, którym bliżej do fantastyki niż treściom z ważnym i mądrym tłem. I za to mam największe ale do książki… coś najważniejszego stało się tłem. I całość stoi trochę miłością.

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula