eMakulatura

Macocha; P. Hůlová

[SZTUKATER.pl]

             Z Macochą miałam na początku pewien problem. Analogiczny jak z Bukowskim (którego, jak pamiętacie –> TU <– trochę „zjechałam”). Chociaż przyznać się muszę, że były potem takie momenty, kiedy miałam ochotę ponownie sięgnąć po Bukowskiego właśnie. Żeby było jasne – zdania nie zmieniłam, ale jak widać człowiek może mieć czasami ochotę na takie wynaturzenia. Ot tyle… I dochodzimy do sedna.macocha
Pierwsze strony Macochy to była ta sama męczarnia, którą przeżywałam przy Bukowskim (pomniejszona o fekalia). I pamięć o tej książce zachowam podług analogii z wyżej wymienionym. Hulova jest niewątpliwie dobrym obserwatorem, ma inteligentne pióro i potrafi wywołać uśmiech na licu czytelnika. Jak, nie-przymierzając, Bukowski. Bo Macocha to ten sam twór literacki co przywoływana tutaj „Najpiękniejsza dziewczyna w mieście”.  I mogłabym porównywać tych dwóch Autorów jeszcze przez chwil parę, ale stawiając sprawy jasno: mnie ta książka(czyli Macocha) nie przekonała do siebie.

            Skupiając się na walorach Macochy warto przywołać kilka fragmentów. Np. ten:
„(…) Zupełnie inaczej niż na imprezie integracyjnej. Tam się buduje. Team building (też zauważyliście, że trochę ostatnio wyszedł z mody?). Latami unikałam pracy w biurze, między innymi ze strachu przed zgranym zespołem” (str. 54). Trudno się nie uśmiechnąć w obliczu korporacyjnego zamętu (wszech)opanowującego rynek pracy. Albo ten: „Autor dręczy siebie i czytelnika, autora z kolei zadręcza udręczony krytyk, który ma już dość całej tej udręki, a to się z kolei nazywa czekanie na wielką czeską powieść” (str. 69).  Jest to i inteligentne, i zabawne, i życiowe, i przez wszystko powyższe jednocześnie bardzo smutne. W polskim kinie (zmieniając optykę) podobny sen wariata prezentuje film Żółty szalik, w którym Gajos realizuje swoją nałogową wizję lepszego dzisiaj.

            Doceniam niewątpliwie inteligentne przegadanie, z którym mamy w Macosze do czynienia… ale zasadniczo całość jest o niczym. Nie ma tu żadnej wartości dodanej, żadnej wzbogacającej treści… i podsumować to można słowami bohaterki: „mam też rzadki dar: potrafię za pomocą ogromnej ilości słów nie przekazać zupełnie nic …” (str. 17). Przez grzeczność zaprzeczać nie zamierzam. Albowiem to jest dokładnie podsumowanie tej książki. Zasadniczo nie mogę mieć zatem pretensji do ewentualnego rozczarowania treścią – Hulova lojalnie uprzedza już na samym początku, że będzie o niczym.  I jest również – ponownie doceniam fakt, iż zostałam o tym uprzedzona – tak jak napisano w pewnym fragmencie notki: „To przedziwna gospodyni [Julie – przyp.]. Jej słowotok bawi, lecz może też męczyć (…)”. Ale na przestrzeni lektury nie znalazłam odniesienia do drugiego fragmentu tej samej notki: „(…) Przede wszystkim zaś zmusza do zastanowienia się nad wieloma niewygodnymi kwestiami”. Nie poczułam się zmuszona do żadnej refleksji, a na pewno do żadnej konstruktywnej.
Może po prostu nie trafia do mnie alternatywność literacka w postaci zlepków powstałych w obliczu alkoholowej pomroczności jasnej. W książkach „Całe życie” lub bardziej z rodzimego podwórka Autorki, np. „W ciemność” Anny Bolavy – wszystko jest opowiedziane poprzez postawę i tryb życia głównego bohatera i wszelkie komentarze do przekazu są po prostu zbędne. A obydwie książki – podobnie jak Macocha – nie wpisują się w populistyczny nurt lektury dla każdego. W Macosze nie odnalazłam natomiast nic wymagającego refleksji i komentowania.

Przeszło mi również przez myśl, iż jest to monolog człowieka, który skonfrontowany z losem nie podołał wymaganiom przeciwnika, a znalazłszy lukę na funkcjonowanie (alkoholizm) wygłasza pieśń ku chwale mądrości życia.

Nie ganiąc słabości (kto ich nie ma) nie zaliczam Macochy do lektur udanych.

Ocena prasowa: 2.5 (za błyskotliwe fragmenty).

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula