eMakulatura

Legenda Orląt; Czarnowski R.J.

[SZTUKATER.pl]

Dlaczego jest źle, czyli recenzja książki „Legenda Orląt”.
Kwestie, od których warto zacząć krytykę (niestety, ale jednak) należy uporządkować.

Po pierwsze chodzi o język. Po drugie o skakanie po wątkach, po trzecie o obietnicę w tytule, do której trzeba się dokopywać.
Książka ma w sobie pewien mix w postaci faktów plus trochę rozmowy Autora z czytelnikiem. To może być atutem, albowiem nadaje książce odrobinę ludzkiego oblicza. Zwłaszcza, że obecność Autora nie jest rozpraszająca, a ma bardziej wydźwięk dialogu prowadzonego z odbiorcą. Ja to w stu procentach kupuję. Ale oto taki fragment:

„Nie bez kozery będzie przypomnieć, że wielki udział w nastawieniu Ukraińców do Polaków i Polski miała cerkiew greckokatolicka. I nie chodzi bynajmniej o wcześniej wspomnianego zwierzchnika, metropolitę Szeptyckiego. Każdy z unickich parochów (pasterzy, czyli proboszczów) miał w swej parafii dobrze ponad tysiąc dorosłych wiernych. A przecież tych parafii było grubo powyżej 2 tysięcy. Liczę wyłącznie teren zaboru austriackiego – w rosyjskim unici byli zakazani. A rzeczeni księża, stanowiący zaczątek ukraińskiej inteligencji z powodów wcześniej wyłuszczonych, poza opieką nad krzywdzonymi włościami budowali podstawy schematów nacjonalistycznych”.

A zaraz potem przenosimy się do Lwowa żeby następnie przeskoczyć (po dosłownie kilku linijkach) do ugrupowań politycznych.
Faktograficzny bigos.

W tym samym rozdziale (trzecim), na jednej tylko stronie mamy 3 wątki historyczne. O dwóch niby się jedynie wspomina, a ostatni jest „klu” dla podjętego tematu. Ale czy na pewno? No właśnie… niby wydaje się nam, że będzie o czymś konkretnym, a tu przełom i wątek się rozmywa… I nie jest to jednostkowy przypadek, jak ten wzmiankowany przeze mnie (chodzi o strony 28 i n.). Taka maniera jest notoryczna. Teoretycznie krążymy wokół jednego tematu, ale te przeskoki są tak nieskoordynowane, że wychodzi miszmasz. Mam po prostu wrażenie, że Autor chciał powiedzieć za dużo i wszystko to streszczał do kilkuzdaniowych akapitów. Bo wiedzy Autorowi nie można odmówić – tę posiada naprawdę imponującą. Być może po prostu przecenił czytelnika, którym może być również laik (zwłaszcza mając na uwadze tytuł). A propos…

Pozostał ostatni zarzut względem książki. Mianowicie obietnica złożona w tytule, ale nie tylko w tytule. Czarnowski R.J.Blurb również zwodzi trochę na manowce. „Legenda Orląt”. Kto spodziewałby się, że będzie o kresach, kształtowaniu granic..? Pardon, ale ja nie. Naiwnie sądziłam, że będzie o tworzeniu i działaniu Orląt, czyli, że poniekąd znajdę się od razu w ogniu wydarzeń z obrony Lwowa. To znaczy, iż recenzowana książka jest o Ukrainie, o Lwowie, trochę o Przemyślu, a o Orlętach jakby przy okazji. W wielu momentach to co miało być wątkiem głównym gubi się rozdrobnione przez rzeczy poboczne. Poboczne pozornie, albowiem widać, że Autorowi chodziło o to, aby obrany temat przedstawić z jak największym pietyzmem… tymczasem umiar, umiar i jeszcze raz umiar. Tu mamy przesyt, Za dużo detali, przez co umyka całość.

Nie czyta się tego dobrze. Mam wrażenie, że materiału starczyłoby tutaj na dwie, albo trzy książki. Przez to momentami nie do końca wiadomo czy czytamy o Orlętach… można zapomnieć, że to o nich ma realnie być.

Z tej perspektywy bardzo żałuję, że tak się rzeczy mają, albowiem ewidentnie Autor chce opowiedzieć czytelnikowi historię prawdziwą. Nie taką, jaką niektórzy z nas znają ze szkół – zakłamaną przez PRL-owskie władze. Dlatego tło polityczne jest uzasadnionym elementem całości. Ale odgórne założenie, że czytelnik posiada wiedzę o polskich kresach jest niespójne z tematem książki. Powinna być podpowiedź, podtytuł, który wskazywałby na to, że to nie jest o Orlętach sensu stricte. Dodatkowo złudne wrażenie wzmacnia okładka, która wprost zerojedynkowo ukazuje Orlęta Lwowskie podczas walki.

Jeżeli odbiorcą będzie osoba zaznajomiona z tematyką m.in. wojny polsko-ukraińskiej, to recenzowana publikacja powinna przypaść do gustu. Ale jeżeli ktoś liczy na to, że poczyta sobie o Orlętach,… rozczaruje się.

Ponieważ jednak nic nie wskazywało na to, że książka o Orlętach jest jakby przy okazji, to oceniam publikację na 2.5.

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula