eMakulatura

Elizabeth Hawley. Strażniczka gór; B. McDonald

[SZTUKATER.pl]

Książka zaczyna się mocno naciąganie, jakbyśmy mieli lata młodzieńcze tytułowej bohaterki przebiec na jednym wdechu. I tak się poniekąd dzieje. 100 stron, pstryk: coś tam ją interesowało w młodości, coś tam innego zaczęło potem, tu pojechała i widziała to, tam poleciała i zobaczyła tamto. A wszystko jakby odbiorca cierpiał na czytelniczą biegunkę. I wcale sobie w tym momencie nie drwię. Bynajmniej. Po prostu dużo jest pośpiechu i iluzorycznego poznawania bohaterki. Realnie nie dowiadujemy się o Pani Hawley nic poza tym, że miała ona charakterek nie do pozazdroszczenia dla pobratymców, a przeciwników zwłaszcza. Rodem z maksymy Oscara Wilde’a: powiedzieć komuś prawdę to więcej niż obowiązek, to przyjemność. Była stanowcza, uparta niczym pewien czterokopytny zwierz i potrafiąca dopiec wytykając swoim adwersarzom dostrzeżone przezeń ułomności. Nie bez wspomnianej już frajdy. Trzeba było całkiem sporo stron i cierpliwości czytelnika, żeby dotrwał on do momentu przełomowego w całej opowieści snutej przez McDonald. No i te zdania, które na owych stu pierwszych kartkach są jakieś takie pokraczne…:
„Pewnego razu, gdy podróżowała w nocy, musiała przesiąść się między pociągami na prowincjonalnej stacji w Algierii. Dookoła było niewiele ludzi, zaczęła więc rozmowę z pewnym mężczyzną, który zaczął ją natychmiast intensywnie przepytywać po francusku o słynną aferę szpiegowską Rosenbergów – co było niełatwą rozmową o pierwszej w nocy. Podczas innej wyprawy pociągiem – z Marrakeszu do Casablanki – Francuz mieszkający poza granicami swojego kraju usiadł obok niej i zaproponował jej małżeństwo. Odmówiła, był jednak nieustępliwy. „Czemu nie? Uważasz, że nie jestem dość przystojny?”. (s.73).

Do czego ten fragment zmierza… konia z rzędem temu, kto wskaże mi w tym sens. Zaręczam, że nie jest to niefortunnie wydarty ze składnej całości skrawek, mający dowieść założonego uprzednio celu, czyli podważenie merytoryczności, sensu i wartości literackiej wstępnych kart książki. Takich urywków jest prawie owe sto stron, za które żywię do Autorki pewien uraz. Zwykła pisać lepiej.

IMG-0254

Ale opuśćmy już tę traumę początku.
Zwłaszcza, że po owej setnej stronie robi się już mniej pokracznie i bardziej rzeczowo. Nie obywa się jednak bez pewnego „ale”. Albowiem gubi mi się Hawley w całości. Z bohaterki staje się tłem dla akcji górskich. Natomiast w tym miejscu ponownie dokonać należy pewnego zastrzeżenia (patrz poniżej we fragmencie: II).
I) Hawley to postać, z którą zetknął się każdy, kto wspinał się w Nepalu. Dlaczego? A no poniekąd dlatego, że Pani (a zasadniczo Panna) Hawley dzierżyła w swoich rękach nie tylko informacje o transferach lotniczych z i do Nepalu (jak, dlaczego i po co? Ano jest o tym w książce), ale także kontaktowała się z ekipami, które lądowały w mieście celem rozpoczęcia swoich podbojów górskich. Jak sami do niej nie przyszli, to fatygowała się ona. Jak z tym Mahometem i górą… Ale wspinacze owe spotkania mocno sobie cenili – Hawley to była skarbnica wiedzy o wszystkim: nowych wejściach, kto/kiedy/z kim i na co chciał wejść, czy wszedł…. słowem wszystko, co mogło interesować zwłaszcza tych, którzy jak np. Messner lub Kukuczka chcieli w górach zrobić coś nowego. A warto przypomnieć, że był sobie kiedyś taki świat, w którym nie istniał internet. Wiarygodne wiadomości, zwłaszcza z wąskiej wówczas dziedziny, jaką był alpinizm/himalaizm/każde inne zdobywanie gór wysokich, to było coś na wagę złota. I tym złotem była właśnie bohaterka książki.
II) Akcja książki przeniesiona zostaje na ściany górskie, na szczyty nepalskie, kręci się wokół zawiłości politycznych – a te są nie bez znaczenia dla dostępności wierzchołków… i odbiega od samej Hawley. Ta zaczyna pojawiać się gościnnie we własnym domu, którym przecież powinna być książka z nią w tytule. Wiem, że nie da się rozerwać świata gór od Hawley, ale bywało w samej książce tak, że zaburzone zostały proporcje. Mimo wszystko bowiem o książce pod tytułem Elizabeth Hawley oczekiwałabym czegoś na modłę biografii. A mam opowieść górską z głównym wątkiem w tle. A powracamy do niego w rozdziale 18, czyli na samym końcu książki.

Natomiast sama książka jest piękną opowieścią o zmaganiach człowieka z górami, o sile charakteru, o trudach wypraw i jej lektura to była dla mnie prawdziwa przyjemność. Oczywiście od strony 100…

McDonald pisze o górach wspaniale. Trochę gorzej wychodzi jej owo pisanie, gdy soczewkę należy skupić nieco dalej od stoków górskich i ich wierzchołków. Doceniam jednakowoż, że Autorka podjęła się napisania książki o kobiecie (to po pierwsze), która była nietuzinkowa i związała swoje życie z surowym klimatem górskim (to po drugie), która stała się ikoną wypraw wysokogórskich, chociaż w żadnej nie wzięła udziału (po trzecie i ostatnie). To przepiękna opowieść o sile charakteru, stawianiu sobie nowych celów i nie dawaniu się przeciwnym wiatrom… nawet tym nepalskim.

Ocena prasowa: 4/4.5

P.S.
Gdy zmarła (na początku 2018 roku), wiele serwisów podróżniczo-górskich zamieściło notkę o jej odejściu. Nie przeszło ono bez echa. Ot, chociażby National Geographic.

Wydawnictwo AGORA
2018
stron: 382
Przekład: Andrzej Górka

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula