eMakulatura

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak; J. Hugo-Bader

O tej książce było głośno i sama nie wiem kiedy bardziej…:

  1. Czy przed jej napisaniem, ale w momencie gdy stało się jasne, że Hugo-Bader pojedzie na wyprawę mającą na celu odnalezienie ciał polskich himalaistów;
  2. Czy w momencie jej ukazania; gdy jasne stało się, że Autor opisał sprawy najpewniej niewygodnie dla uczestników, skoro doszło do bojkotowania treści książki.

Można powyższe zignorować, ale odwołując się do punktu drugiego warto mieć na względzie, iż Berbeka (mocno rozczarowany po publikacji) sam przyznał się, że odstąpił od wytoczenia Hugo-Baderowi procesu, pomimo zachęceń ze strony prawników. Może się na życiu nie znam, ale skoro Berbeka ma ksywę „Siekierka”, a macha ręką na sprawę dla niego arcyważną… to daje to do myślenia nad ewentualną zasadnością pozywania. Zwłaszcza, że argumenty podnoszone przez Berbekę pozostają w sprzeczności z listem, który skierował do niego Hugo-Bader jeszcze przed samą wyprawą. A mowa tu o liście, na podstawie którego Hugo-Bader w ogóle załapał się na wyjazd. Trochę się to wszystko rozmywa.

Natomiast jedno jest pewne – książka ta jest dobra. DSC_0069.JPG

Zawsze o tym jak było naprawdę wiedzą tylko uczestnicy… chociaż nawet w takim przypadku w grę wchodzą subiektywne odczucia i indywidualny odbiór rzeczywistości… Zwyczajnie, jako ludzie na pewne sprawy patrzymy różnie, wyłapujemy inne kwestie i inaczej rozumiemy zachowania kompanów. Natomiast należę do tych, którzy wątpią w wersję Berbeki. Mnie Hugo-Bader przekonuje. Nie bez znaczenia jest to, że de facto był niczym neutron i nie miał żadnego interesu w snuciu mitu. Zakładam, że jest w pełni poczytalny i niepozbawiony zdrowego rozsądku [pomimo swojego listu, który trąca wołaniem szaleńca 🙂 ]. Berbeka neutralny wobec tej wyprawy nigdy nie był. Siłą rzeczy nie mógł. Mając na uwadze zarzuty stawianie pod adresem reportera, nieodgadnione pozostaje dla mnie po co decydował się na wzięcie ze sobą „piątego koła”…

W tym miejscu warto wziąć się za lekturę książki. Rozpoczyna się ona bowiem od listu Hugo-Badera do Berbeki, w którym to liście Autor próbuje wprosić się na wzmiankowaną wyprawę (owo wołanie szaleńca). Czyni to dość nachalnie (pal sześć) ale skutecznie (nomen omen). Każdy, kto wie na czym życie polega doda dwa do dwóch i znajdzie determinant. Nie kupuję argumentów w stylu „Bader pojechał, bo nabrałem się na jego piękne oczy”… To nie jest „pamiętnik nastolatki”… Berbeka to dorosły mężczyzna, który twardo stąpa po ziemi i takie odbijanie piłeczki do mnie nie przemawia.

Jeszcze jedna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę.

Hugo-Bader rozmawia z Bieleckim (warto poczytać tę rozmowę) i z żoną zmarłego Macieja Berbeki (zatem brata organizatora opisywanej wyprawy). I tutaj pokazuje się drugie dno braterstwa, na które tak głośno powołuje się Jacek Berbeka. Bo nagle okazuje się, że te więzy rodzinne są mocno nadszarpnięte…
To, że sama wyprawa się odbyła i to czy była dla Jacka Berbeki faktycznie potrzebą szukania brata, czy też (trochę na zasadzie i wilk syty, i owca cała) połączył poszukiwania z możliwością zdobycia szczytu – nie wnikam. Pieniądze na wyprawę pochodziły od sponsorów, a nie z budżetu państwa i tego typu dywagacje w tym momencie przestają mieć dla mnie znaczenie. Amen. Ale powołując się na braterstwo liny i wymachując tym argumentem wobec Bieleckiego sam co zrobił? Wrócił z bazy pod B.P. helikopterem, pozostawiając Hugo-Badera i jednego ze wspinaczy. Helikoptery były dwa – do jednego wsiadł J. Berbeka, do drugiego drugi wspinacz, a pozostali ww. dwaj panowie sami wracali na dół. Braterstwo liny… koleżeństwo… Prawdziwy Zuch. Czuwaj!

Abstrahując od personalnych ansów ważna jest również kwestia samego raportu po feralnej wyprawie z 2013 roku. Można mieć dużo „ale” do doboru jego składu autorskiego; ale wszystko jest do przeczytania w Długim filmie o miłości.

Natomiast słabym ogniwem książki jest/było wrzucenie wycinków z forów internetowych, w których internauci komentują wyprawy i zdarzenia zaszłe podczas ich trwania. Dlaczego Autor zdecydował się na ich umieszczenie? Odpowiedź tutaj –> 🙂 Osobiście nie potrafię udźwignąć poziomu dyskusji obecnej na forach i fragmenty te omijałam nie zaszczycając ich lekturą.

Co w tym wszystkim jest pewne?
Książka wzbudza emocje. Niezależnie od tego, czy bliżej nam do Autora czy do Jacka Berbeki – warto się z nią zapoznać. Do samego końca.

 

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula