eMakulatura

„Akuszerka z Sensburga”; K. Enerlich.

[SZTUKATER.pl]

Stasia, żona-matka-wdowa (prawie w tej kolejności) zostaje zielarką. „Uczyć się chciałam ziół i leczenia” (str. 35). Ambitnie żegna się z wsią spokojną, wsią wesołą i próbuje swych sił w świecie. Gdzie ją owe peregrynacje zaprowadzą..?

Spodziewać się należy, że u Pani Enerlich, będzie sielsko, anielsko i w sam raz na jesienne wieczory. Będzie pachniało ziołami, pozytywną energią i dobrem, którego w realnym świecie jakby coraz mniej. I chyba właśnie przez to (ten realny ubytek szlachetności), z lekturą każdej kolejnej książki Katarzyny Enerlich, utwierdzam się w przekonaniu, że jest to literatura nieco naiwna, dla kobiet targanych jesienną nostalgią za czymś lepszym. Za wiosną każdego rodzaju; tą kalendarzową, tą metrykalną i tą w sercu także. Co do zasady stronię od takich książek, ALE uważam, że te, które wychodzą „spod pióra” Autorki są fajne, lekkie, ciepłe i nieustannie – ku równie konsekwentnemu zdziwieniu nad samą sobą – sięgam po kolejne propozycje Wydawnictwa MG okraszone Nazwiskiem Katarzyny Enerlich. Absolutnie nie powiem, że jest to literatura ambitna. Ale – niech mnie Autorka poprawi, jeżeli się mylę – nie mam wrażenia, żeby Pani Enerlich mierzyła w wysokie „c” półek księgarskich. Myślę, że ta wiejskość i sielskość, które przejawiają się nie tylko w krajobrazach, ale przede wszystkim w mentalności bohaterów, ta ciągota do natury (zatem do swoistej prawdy), to właśnie klucz do ukrytych marzeń o domku na wsi, życiu spokojnym i pełnym prawdy. W miejskim pośpiechu za ‘niewiadomoczym’ umyka nam wszystko to, co naprawdę ważne. A Enerlich – co do zasady – pozwala się nam nad tym zadumać i powiedzieć owym rozpędzonym kucom chciejstwa przeciągłe „prrrr”. I chyba za to ją lubię najbardziej. Jest iluzją niespełnionego marzenia o rozstaniu miastem i zamieszkaniu na wsi. Pozwala zakłamać rzeczywistość.akuszerka

Tak jest, jak już wspomniałam, co do zasady. A jak wyszło tym razem? No i teraz, w finalnej ocenie jest trochę na zasadzie „na dwoje babka wróżyła”.

Niby nie jest źle, a przynajmniej na tyle źle, żebym uczciwie mogła napisać: kiepsko. Bywa bowiem wciągająco (Enerlich ma dobre pióro, co widać w każdej z książek Autorki), ale w tym przypadku jest mocno powierzchniowo. Niby mamy zioła, ale nic do końca mi nimi nie pachnie. Niby mamy przyjaźń i zyskuję ciekawą postać (Galinę)… a jakbym żadnej z tych składowych nie mogła uchwycić. Ani przyjaźni, bo przecież przyjaciel tak bez słowa nie znika, ani spójności (język, którym Galina opowiada Stasi swoją historię <od str. 167> jest jakiś kulawy i mało wiarygodny „Krew i sperma wymieszane ze sobą…” – przełom lat 20. i 30, kobieta żyjąca od lat w zakonie i mieszanie się krwi ze spermą… jakoś mi to nie pasuje do siebie).

Clou w tym, że nie mogę powiedzieć o tej książce „zła”. Ale niekompletna już owszem. Niepełna i pospieszna. Najczęściej miałam bowiem wrażenie, że słowa i historie bohaterów pędzą. I jest to pęd zupełnie zbędny. O ile np. Prowincja pełna marzeń i gwiazd zebrała moje uznanie za podróż niczym w Orient Expressie – pisałam m.in. tak:

„Enerlich jest olbrzymią orędowniczką wszystkiego co mazurskie. A mazury potrafią być piękne i prowincjonalne (z pełnią pozytywów owego sformułowania). Bardzo ciepło i z wielką atencją opisuje tamtejszą przyrodę, swoiste spowolnienie i spokój. I to akurat w książkach Enerlich bardzo lubię, albowiem zwyczajnie lubię prowincję. Zanurzam się w czasie, który płynie wolniej, w ziołach i owocach ich przetworzeń, w zapachu lasów i łąk kwietnych”.

O tyle dzisiejszą książkę skrytykuję za niespodziewaną przesiadkę do TGV. Zdecydowanie stać Panią Enerlich na lepsze doznania i większy pietyzm. Chciałabym razem ze Stasią poczuć potrzebę wyjazdu do miasta, chciałabym razem z Galiną cierpieć w sekrecie. A tymczasem tylko ślinię palec (przyznaję się!) i przewracam kartkę za kartką. Może druga część odpowie na moje wołanie o „starą (pardon!) i – pomimo wad – dobrą Enerlich”.

Ocena prasowa: 3.5 / 4.

Wyd. MG
2019
Stron: 320

Najnowsze artykuły:

Kiedy w 2015 roku ukazała się książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”, nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że …

Narracja, którą przyjęła Autorka jest skąpa, a wręcz momentami uwierająca. Zdania nie ujmują swoją konstrukcją, ale w tej prostocie jest pełnia emocji. …

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula

Małgorzata Babula

Małgorzata Babula

Co i dlaczego warto przeczytać?
Na co szkoda czasu i pieniędzy?
O tym jest eMakulatura.

Znajdziesz tu reportaże (te niedawno wydane i te, które warto sobie przypomnieć), kryminały (chociaż tych będzie niewiele), opowiadania (j.w.) oraz powieści (tych nieco więcej). Będzie trochę nowości, trochę “nieoczywistości” i garstka rzeczy zakurzonych, ale wartych przypomnienia.

Czasami wkradnie się coś poza protokołem.
Chętnie odpowiem też na Twoje pytania.

Cieszę się, że jesteś.
Małgośka Babula